Hania, 63 lata, dr medycyny

Diagnoza – nowotwór złośliwy, nawet bardzo złośliwy o złym rokowaniu – to cios między oczy, po którym nic już nie jest tak jak przedtem. Jestem lekarką – ale przyjęłam to jak każdy laik, początkowo marząc o tym, żeby okazało się za chwilę NIEPRAWDĄ, żeby ktoś zajął się TYM poza mną, żebym mogła obudzić się za jakiś czas bez TEGO problemu. Poczułam się okropnie samotna, wyrzucona poza nawias, wstydziłam się (SIC!), bałam. Czułam się gorsza. Miałam poczucie winy…

Jest takie pytanie na które nie ma odpowiedzi: DLACZEGO JA?. Nawet mi tłukło się ono po głowie choć wiem, że natura nie jest sprawiedliwa, rządzą w niej prawa ewolucji.

Co mi pomogło przetrwać:
1. PRZYJACIELE, PRZYJACIELE, PRZYJACIELE.
2. PSYCHOTERAPIA. NIE, TO NIE BYŁ DODATEK, TO DAŁO MI MNÓSTWO SIŁY.

Jako przedstawicielka medycyny konwencjonalnej długo nie wierzyłam w skuteczność psychoterapii i nie chciałam o niej myśleć. Usłyszałam o niej już na pierwszej wizycie w poradni onkologicznej, ale myślałam, że poradzę sobie sama. Potem myślałam, że to pewnie jakieś bzdury z pogranicza magii czy religii. A ja jestem racjonalistką, stąpającą mocno nogami po ziemi.

Zdecydowałam się na psychoterapię w chwili rozpaczy, już po zakończeniu leczenia onkologicznego, kiedy mimo zakończenia chemioterapii czułam się koszmarnie. Na pierwszy warsztat Programu Simontona prowadzony przez fundację „Ogród Nadziei” poszłam w geście rozpaczy, ze strachem, z postanowieniem, że zaraz wyjdę jeśli tylko coś będzie nie tak…
Uczestniczyłam w zajęciach przez prawie dwa lata. To były różne warsztaty i zajęcia – grupowe i indywidualne, terapia tańcem, joga, trening asertywności, uważności, medytacji, walki ze stresem, zwracania uwagi na zdrową dietę. To nie była jakaś magia, zaklinanie rzeczywistości. Te zajęcia uczyły metodą małych kroczków jak wyjść z depresji, tej wrednej czarnej dziury. Dały do ręki narzędzia – JAK znaleźć nowe cele w życiu, jak o siebie zadbać bez poczucia winy, że jest się egoistą. JAK ŻYĆ Z CHOROBĄ, a wręcz pomimo choroby.

Mam 63 lata. Od czterech lat chodzę regularnie na wizyty kontrolne do onkologa – jest dobrze. Pracuję, staram się spełniać swoje marzenia – kupiłam sobie pierwszy w życiu laptop, aparat fotograficzny i robię piękne zdjęcia, podróżuję – zaczęłam od bardzo dalekich stron. Cieszę się z piękna przyrody, muzyki, spotkań z rodziną, zwłaszcza wnuczętami, mam różne plany…. Przestałam się śpieszyć, zrezygnowałam z dodatkowych prac, staram się sprawiać sobie drobne przyjemności, żeby nie żałować że tyle mnie ominęło. Znacznie mniej od siebie wymagam, odpuszczam sobie…
A co będzie dalej, teraz nie jest dla mnie ważne. Jestem tu i teraz.

Hania, 63 lata, dr medycyny